07/2022 – FABRYKANCI PRZYZWOLENIA

„Nikt z nami nie chce rozmawiać. Jeżeli chcemy aby to miasto było miastem kultury i sztuki to musimy walczyć środkami skutecznymi. Rzucajmy śrubami, palmy opony, walczmy, okupujmy gabinety. To jest nasze miasto, to nie jest miasto jakiegoś urzędnika, jakiegoś prezydenta – to są ludzie, którzy zostali wybrani do tego aby pomagać.”
Paweł Jarodzki

Fabrykowanie przyzwolenia to zupełnie NIE NOWY termin określający pewne cechy demokracji liberalnej, w których zawarta jest jej całkiem NIELIBERALNA natura.

Pojęcie to ukuł jeszcze w latach 20-tych ubiegłego wieku amerykański dziennikarz, wiodący komentator polityki wewnętrznej i zagranicznej oraz teoretyk demokratycznego liberalizmu, Walter Lippman. Lippman twierdził, że mechanizmy demokratyczne mogą zostać wykorzystana do ,,fabrykowania przyzwolenia” – czyli zapewniania – dzięki nowym technikom propagandy – zgody społeczeństwa na to, „na co nie ma ono ochoty”. Ten mechanizm jest wykorzystywany przez polityczne elity (które jednocześnie nazywają się demokratycznymi) w celu zapewnienia rządów dość wąskie, wyspecjalizowanej w polityce grupy która uważa, że tak naprawdę ,,dobro ogólne całkowicie umyka opinii publicznej” (w języku Lippmana ,,zdezorientowanego stada’)

Jak opisywał teorię Lippmana Noam Chomsky:

„W demokracji realizowane są dwie funkcje. Klasa wyspecjalizowana, czyli ludzie odpowiedzialni, pełnią funkcję wykonawczą, czyli myślą o dobrze publicznym, planują je oraz je rozumieją. Zdezorientowane stado również ma swoją rolę w demokracji. Według twierdzeń Lippmana, jest to rola widzów, a nie uczestników działania. Funkcja stada jest jednak rozleglejsza, bowiem mówimy o demokracji. Od czasu do czasu pozwala się mu poprzeć tego czy innego członka klasy wyspecjalizowanej. Innymi słowy tłumowi pozwala się powiedzieć: ,,Chcemy, byś ty – lub ty – był naszym przywódcą”. Dzieje się tak dlatego, że żyjemy w ustroju demokratycznym, a nie państwie totalitarnym. Określa się to jako wybory. Po wyrażeniu poparcia dla tego czy innego członka klasy wyspecjalizowanej, tłumowi pozwala się jednak na usunięcie się w tło i stanie na powrót widzami, a nie uczestnikami działania.„

Ten niby demokratyczny mechanizm opiera się na założeniu, że dobro ogólne, procesy rządzące polityką i społeczeństwem, wszystkie układy i zależności, struktury hierarchie i poziomy od ekonomicznych po kulturowe może zrozumieć i nimi zarządzać jedynie wyspecjalizowana klasa odpowiedzialnych jednostek (z tym, ze sam wybór takich jednostek, a to na przywódcę, a to osób zaproszonych do udziału w systemie rządzenia, jest automatycznie nadanie im statusu „specjalisty” czyli, że sam udział w strukturze sprawia, że jest osobą rozumiejąca jej mechanizmy).

Aby zapewnić rządy tej elity, potrzebne jest fabrykowanie zgody a więc systemowy oraz ludzki agregat preparowania zgody czy też przyzwolenia na takie a nie inne działania danej władzy. Oczywiście obecne postpolityczne mechanizmy władzy, tego typu fabrykowanie zgody tworzą w sposób zniuansowany i często hybrydowy, łącząc je z innymi mechanizmami (często populistycznymi) utrzymywania władzy. Oczywiście różni się to na różnych tej władzy szczeblach ale zasadniczo jedno jest wspólne: istnieją zanurzone w tej władzy albo dzięki niej funkcjonujące jednostki albo grupy, osoby często wpływowe, na stanowiskach, od zawodowych polityków po ludzi sztuki a często popkultury, które tej władzy dają legitymizacje, których szczególnym zadaniem – nawet często niepisanym i nieuświadomionym bo opierający się na naturalnej ludzkiej cesze dążenia do utrzymania dotychczasowego status quo – jest przyzwolenie na taki mechanizm zdobywania i utrzymywania władzy. Kiedy ktoś z tzw. „zdezorientowanego stada” wyborców zaczyna mieć wątpliwości, albo kiedy nawet osoby spośród tej intelektualnej, politycznej czy kulturalnej elity, zaczynają wewnętrznie dążyć do zmiany tych mechanizmów i przedefiniowania działającego systemu, wkraczają wtedy fabrykanci przyzwolenia, którzy przekonują w taki czy inny sposób, ze wszystko działa jak należy, ewentualnie mamy do czynienia z małymi wypaczeniami które rządząca władza skoryguje, co więcej argumentują, że zawsze to tak działało i nie istnieje powód aby coś zmieniać, że zmiany mogą doprowadzić do nieporządku (czytaj do zakwestionowania ich własnego status quo). Przekonują o tym dzięki swoimi zbudowanymi lub nadanymi wpływami, siatkom zależności, zdobytym autentycznie lub utworzonym sztucznie autorytetem.

Kim są Fabrykanci Przyzwolenia. To często media, wpływowi urzędnicy, dyrektorzy i pracownicy instytucji, ale też „zaprzyjaźnione” organizacje pozarządowe czy prywatni przedsiębiorcy – wszyscy którym dana władza coś „dała” albo wystarczy, ze „nie zabiera”. W zamian żąda lojalności i tłumaczenia innym wątpiącym i na użytek wewnętrzny i zewnętrzny, że to status quo jest „dobrem ogólnym”, którego tak naprawdę „stado” chce, żeby tak było. Że właśnie tak system działa, ma działać bo zawsze tak działał, a przebudowywanie go nie ma sensu.

Fabrykowanie przyzwolenia działa na każdym poziomie władzy, od samorządu po ogólnokrajowy system partyjny. Wydaję mi się, i tu stawiam mocną tezę ale robię to z pełnym przekonaniem, że działanie Rady Kultury przy Prezydencie Wrocławia jest właśnie modelowym przykładem działania fabrykowania zgody.

Zobaczmy: mamy obiecany w kampanii, przez wtedy przyszłego Prezydenta, pewien bardzo pluralistyczny, partycypacyjny i otwarty sposób sprawowania władzy z udziałem „ludu” w tym przypadku środowiska kultury, które wybrało w powszechnych wyborach swoich przedstawicieli do Rady. To poparte jest obietnicami i mamieniem przez urzędników, o pewnych bardzo ciekawych demokratycznie mechanizmów współ-zarządzania kulturą. Po czym mamy całkowite złamanie tych społecznych i konkretnie wypracowanych umów właściwie wręcz od razu po wyborach samorządowych i brutalne wręcz redukowanie wszystkich obietnic i zapewnień. Kiedy sprawa jest nabrzmiała i właściwie stawiana na ostrzu noża przez czujących się oszukanymi obywatelki i obywateli, stają się one i oni ni stad i z owąd persona non-grata dla systemu, przestaje się z nimi rozmawiać, nie słucha i nie przedstawia się nowych pomysłów, nie konsultuje, a jedynym warunkiem dalszego współ-działania jest całkowita akceptacja tego stanu rzeczy. Kiedy ktoś nie akceptuje tego warunku, wyraża swoje wątpliwości i upomina się o wypełnienie wcześniej zawartych umów, właśnie w tej chwili I właśnie w tym miejscu wchodzą na scenę lokalni fabrykanci przyzwolenia, którzy tłumaczą, że: tak było zawsze, tak musi być, wasze pretensje wyglądają niepoważnie, przecież wszystko działa, wszystko jest świetnie. Robią to nawet jeśli wewnętrznie i w rozmowach prywatnych myślą czy wypowiadają się inaczej.

Niestety we Wrocławiu mamy dość dużą reprezentacje Fabrykantów Przyzwolenia. Wśród wielu apologetów działania urzędników tę rolę na przykład przyjęła, z różnym momentami i epizodami, wiele osób z Rady Kultury , która została wybrana przez Prezydenta. Ostatni przykład z „wyborem” nowych dyrektorów połączonych 3 (a właściwie 6) instytucji kultury, pokazuje jak na dłoni jak działa ten mechanizm i jak za handlem stanowiskami i przekupstwem następne w kolejności staje fabrykowanie przyzwolenia czyli uporczywy przekonywaniem przez różnych aktorów pola wrocławskiej kultury, że cała sytuacja wypełnia wszystkie normy przyzwoitości, argumenty urzędu mają nas przekonywać a priori, a brak konsultacji i rozmowy z mieszkańcami jest zaletą. Bo przecież system władzy działa dla dobra wspólnego, którego „stado” nie jest w stanie dostrzec i zrozumieć.

Ale dość tych opisów, bo tu chciałbym się zwrócić do tych, którzy uważają, albo tylko tak mówią, że wszystko jest w należytym porządku:

Drodzy Fabrykanci Przyzwolenia

po pierwsze nie obrażajcie się na to sformułowanie, to jest jak wyżej widzicie pojęcie z zakresu teorii demokracji, co więcej nie ocenia ono waszego dorobku intelektualnego lub artystycznego, ba, więcej, właśnie ten dorobek wzmacnia ponieważ niektórzy z Was dzięki niemu stali się osobami wpływowymi namaszczonymi przez władze do tej, bądź co bądź, niewdzięcznej roli.

Nie obrażajcie się ale jednak posłuchajcie i zrozumcie, że ta rola jest nie tylko niewdzięczna ale i nieprzyzwoita. Bo jej istotą jest przyzwolenia na niesprawiedliwość i krzywdzenie innych. Bo firmujecie przyzwolenie na:

– niekonsekwentne i niespójne mechanizmy zarządzania kulturą, o których można powiedzieć wszystko tylko nie to, że są oparte na jakichś wartościach

– do uznaniowego wyboru na wielu polach kultury podmiotów realizujących zadania, do nieprzejrzystych kryteriów wyborów tychże, do obcinania i kasowania wsparcia finansowania osobom (artystom) lub instytucjom, które „złamią” swoistą „zmowę milczenia” albo po prostu mają wątpliwości co do sposobów procedowania, aplikowania czy po prostu zarządzania

– do zakulisowych działań prowadzących do dyscyplinowania a czasem do zwalniania tych, którzy nie zgadzają się na przyjęte „normy” działań w kulturze

– do akceptacji postponowania, naigrywania, poniżania przez ludzi systemu tych, którzy „narażą się” krytycznymi uwagami, z tym, że narażenie to może być zupełnie błahym nielubieniem kogoś i zależeć od osobistych humorów władzy

– oplotkowywanie, obgadywanie, śledzenie facebookowych profili, gromadzenie „kartotek” czyli zrzutów ekranowych z krytycznymi wypowiedziami, wymyślanie niestworzonych rzeczy o osobach mówiących głośno o pewnych rzeczach i o ich rodzinach

– do akceptacji bardzo podobnych mechanizmów, które dominują też w obecnej krajowym wymiarze, mówiąc wprost do mechanizmów rodem z PiS, a które to mechanizmy przecież sami krytykujecie i się na nie w wymiarze ogólnopolskim nie zgadzacie

– hipokryzje, kłamstwa, manipulacje

– wpływania na lokalne media (i nie tylko) aby nie zajmowały się obywatelskim głosem

– nie przyjmowaniu propozycji i rekomendacji zmian obywatelskich gremiów, stowarzyszeń, aktywistycznych grup.

– do chaosu i niekompetencji w zarządzaniu kulturą

– do serwilizmu, poddaństwa, braku partnerstwa, działania w duchu „łubudubu, niech żyję nam”, która karmi urzędniczy narcyzm

– do nierówności w traktowaniu, zgadzaniu się na niekonsekwencje i do konformizmu

– do posługiwaniem się językiem erystycznych chwytów, odwracania kota ogonem, kpiny z uczciwości intelektualnej i etycznej

– do ignorowania istotnego głosu społecznego środowiska, dociekliwość nazywacie „komisją śledczą”, a próbę zmian – niepotrzebnym awanturnictwem. Do ignorowania i nieszanowania tego co przez lata strona społeczna wypracowała (byliście zresztą do tego zaproszeni ale zamiast przyjąć zaproszenie i uczestniczyć w dialogu, woleliście swoje sprawy załatwiać pod stołem, sami)

Rozumiem, że lepiej jest żyć w komforcie a wielu z Was to artyści, którym potrzebny spokój. Szkoda tylko, że nie widzicie, że przyzwolenie powoduje, że wielu innych artystów takiego komfortu nie ma. Że tłuka głową w mur a w konsekwencji rezygnują i wyjeżdżają z miasta.

Rozumiem, że trudno narazić wieloletnie obejmowane stanowiska i wypracowane status quo i narazić na zignorowanie swojego dorobku artystycznego czy zarządczego ale nie chcecie dopuścić świadomości, ze wielu z takim zanegowaniem się spotkało, do tego stopnia, że problemem dla urzędników i Prezydenta było w dniu śmierci opowiadanie o dorobku pewnego zmarłego wybitnego artysty z Wrocławia

Rozumiem, że lepiej odwracać głowę i nie widzieć nieprawidłowości, symbolicznej przemocy, upartego ignorowania albo krzywdzenia tych co są aktywni i chcieliby coś zmienić, żeby było lepiej. Szkoda bo to właśnie Wy i wasz wpływ, słowo, rada, mogłaby pomóc w uzdrowieniu sytuacji. Nigdy nas natomiast nie pytaliście i nie byliście zainteresowanie o co w ogóle nam chodzi, nie dostrzegacie więc, że osób upominających się o zasady w zarządzaniu kulturą jest więcej. Więcej niż Wam i władzy się wydaje.

Rozumiem, że nie widzicie tego, albo nie chcecie widzieć, albo nie chcecie o tym wiedzieć. Taki jest Wasz wybór.

Ale bardzo chciałbym, żebyście wiedzieli jedno, drodzy Fabrykanci Przyzwolenia:

jeśli kiedykolwiek, z jakiegoś powodu, staniecie się outsiderami, zmieni się władza albo dotychczasowa spojrzy na Was niezbyt łaskawym okiem, jeśli podwinie Wam się noga, z różnych względów obiektywnych lub najczęściej zupełnie subiektywnych przestaniecie być potrzebni, utracicie zaufanie władzy, po „krzywo” na coś spojrzycie albo powiecie słowo za dużo, zmieni się układ sił a wasze status quo runie jak domek z kart. Jeśli bez przyczyny albo co gorsze za podaniem przyczyn, które urągają i przyzwoitości i zdrowemu rozumowi każą Wam odejść, jeśli staniecie się niepotrzebni, zbędni i staniecie na progu wyplucia Was przez ten system, na który teraz sami przyzwalacie.

Jeśli kiedykolwiek tak będzie, powinniście wiedzieć jedno –

my strona społeczna, pójdziemy, jak powiedział metaforycznie Paweł Jarodzki „z zapalonymi oponami, śrubami” i czym tam jeszcze, wszędzie, przyjdziemy i staniemy pod jakimkolwiek urzędem, tym czy innym ministerstwem, gabinetem, jakiej by nie była władzy, od lewa do prawa.

Pójdziemy i staniemy.

W Waszej obronie.

#listyomiescieikulturze#listyomieścieikulturze

STRACH

W tym zdaniu jest zawarta cała prawda o zarządzaniu wrocławską kulturą. Wydział Kultury oraz DSS mógłby sobie wygrawerować nad wejściem dewizę: „DIVIDE ET IMPERA” (DZIEL I RZĄDŹ) bo tak właśnie to wygląda. Nie podoba ci się coś, masz jakieś uwagi, podczas tzw „konsultacji” wypowiadasz się krytycznie? Już my zadbany o to żebyś był pozbawiony środków, obetniemy ci dotacje albo ich po prostu nie przyznamy, będziemy cię ignorować a na koniec poniżymy, spostponujemy, obgadamy ciebie i twoją rodzinę, wymyślając jakieś oczerniające banialuki. A jak umrzesz to będziemy udawać, ze nie istniałeś (vide Paweł Jarodzki)

Wrocławską kulturą rządzi strach.

link do artykułu:

https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,28587429,urzednicy-chca-polaczyc-instytucje-kultury-srodowisko-ma-mnostwo.html

URZĘDNICY WROCŁAWSCY ZASTANÓWCIE SIĘ…

Przyjrzyjmy się na spokojnie co tak naprawdę mówi urząd we wczorajszym komunikacie o połączeniu kilku instytucji:

„Szanując tradycje i dorobek instytucji, zachowane zostaną nazwy Firlej, Klub pod Kolumnami i CK Zamek”

NIEPRAWDA

Zostawienie nazw to jeszcze nie szanowanie tradycji i dorobku, musielibyśmy poznać rzeczywiste zamiary i pomysł nowych dyrektorek i dyrektorów na te miejsca, a ponieważ urząd zawsze powtarza, że w sprawach merytorycznych/programowych dyrektorzy Instytucji Kultury są niezależni, to bez konkretnych programów nawet sam urząd nie może zagwarantować póki co, że to szanowanie dorobku i tradycji będzie miało miejsce

*

„Połączenie instytucji stworzy szansę sprawniejszego pozyskiwanie środków zewnętrznych na nowe projekty”

NIEPRAWDA

Jest dokładnie odwrotnie, połączenie Firleja ze Strefą Kultury czy Klubu pod Kolumnami z WIK, te szanse ograniczy. Każdy kto pracuje w kulturze wie, że najczęściej pozyskiwanie środków na przykład z Ministerstwa Kultury, NCK czy innych grantodawców jest ograniczone ilościowo jeśli chodzi o liczbę wniosków składanych przez jedną instytucje. Jeden podmiot może złożyć często tylko 1 góra 2 wnioski. Czyli połączenia podmiotów możliwości grantowe wprost ogranicza.

*

„Połączenie instytucji stworzy szansę (…) efektywniejszego zarządzania”

NIEPRAWDA

Niby na jakiej podstawie? Bo większy sprawnie zarządza?

W większym raczej zwiększa się bezwładność decyzyjna, problemy z komunikacją i przekazywaniem informacji. Pamiętajmy w dodatku, że mówimy tu o fizycznie odległych od siebie miejscach.. Na przykład z Centrum Kultury Zamek jest w odległości 17 kilometrów od OPT.

*

„Zdaniem urzędników Firlej oraz Klub pod Kolumnami z niewielkim zatrudnieniem na poziomie czterech etatów zostaną wsparte doświadczeniem zdobytym przez pracowników Strefy Kultury Wrocław i Wrocławskiego Instytutu Kultury. Podobnie Centrum Kultury Zamek.”

NIEPRAWDA

to znaczy prawda, że zostaną wsparte ale czy to będzie wsparcie z korzyścią? Tylko przy założeniu, że te mniejsze instytucje nie radziły sobie i nie miały doświadczenia. Ale jest zupełnie inaczej: sprawozdania, raporty i po prostu działanie tych instytucji wskazuje, że posiadają doświadczone zespoły, które świetnie sobie radzą z pozyskiwaniem zarówno grantów, jak i finansowymi i organizacyjnymi wyzwaniami w dobie konfliktów i pandemii. Centrum Kultury Zamek to osobna historia bo naprawdę nie mam pojęcia jak mały OPT i urzędujący tam dopiero 3 lata dyrektor miałby wesprzeć doświadczony zespół C.K. Zamek.

*

„Leśnickie centrum zachowując swój lokalny charakter zyska nowe obszary aktywności i ogólnomiejski charakter. To ważny argument zwłaszcza w obliczu koniecznych, wielomilionowych inwestycji w jego siedzibę. Niewykorzystywane dziś piwnice, brak windy, czy pełniejsze wykorzystanie dawnej sali kinowej to tylko kilka palących przykładów potrzeb. Na ten rok planowane jest rozpoczęcie prac renowacyjnych tarasów

NIEPRAWDA

to znaczy, że dzięki połączeniu z OPT, C.K. Zamek uzyska jakieś dodatkowe środki, których nie mógł dostać na remont wcześniej? Czy przewidziany na ten rok remont tarasu został przewidziany wczoraj pod kątem połączenia instytucji czy przygotowywany był dużo wcześniej? Czy nowy dyrektor ma doświadczenia inwestycyjne? Zarzut braku windy rozumiem jako samokrytykę urzędu bo jak wiemy instytucja kultura to nie prywatna business i środki na wszelkie tego typu inwestycje pochodzą z budżetu gminy a decyzje o ich przyznaniu wydają dyrektorzy DSS i Wydziału Kultury.

*

„Pracownicy łączonych instytucji mają zachować miejsca pracy.”

NIEPRAWDA

nieprawda bo nie wszyscy, dyrektorki i dyrektorzy tych wchłanianych instytucji nie zachowają, nic nie wiemy o potencjalnym wykorzystaniu ich doświadczenia w nowo utworzonej instytucji.

*

„Wszystko to umożliwi efektywniejsze zarządzenie finansami, co jest niezwykle istotne w obliczu kryzysu oraz wzrostu kosztów utrzymania obiektów i kosztów osobowych „

NIEZROZUMIAŁE

Wyżej jest powiedziane, ze pracownicy zachowają miejsca prace ale słowa o „wzroście kosztów osobowych” jest niepokojące bo czy nie brzmi to jak jednak przyszła redukcja etatów?

i tak dalej, i tak dalej. W tym miejscu polecam lekturę (szczególnie urzędnikom), wniosków z NieKongresu Animatorów Kultury – „Plusy i minusy centralizacji domów kultury” na temat centralizacji łódzkich domów kultury. Wrocławski pomysł nie idzie aż tak daleko, ale wiele z postulatów i argumentów pasuje moim zdaniem także do tej sytuacji. No i po co wyważać już otwarte drzwi:

„(➖) Współpraca samodzielnych podmiotów jest bardziej efektywna

(➖) Centralizacja oznacza większe problemy z pozyskiwaniem środków

(➖) Podczas przekształcenia potrzebny jest wkład pieniężny (łączenie = koszty), pojawi się problem przetargów (większy budżet jednej instytucji = wyższe progi finansowane = przetargi na każdą usługę)

(➖) Centralizacja to niebezpieczna praktyka, która za przykładem Łodzi może zacząć się pojawiać w innych miastach

(➖) Statut takiej instytucji? Co w nim będzie? Czy jest możliwa autonomia filii wewnątrz molocha??

(➖) Centralizacja to oszczędzanie na kulturze kosztem pracowników (np. zwolnienie pracowników obsługi i zatrudnianie zewnętrznych firm sprzątających)

(➖) Centralizacja realnie NIE ZMNIEJSZA kosztów prowadzenia działalności

(➖) Problemy z komunikacją w złożonej, wieloodziałowej, dużej instytucji

(➖) Dokonano w Łodzi raportu na temat funkcjonowania domów kultury na podstawie składanych przed instytucje sprawozdań – taka analiza to pomyłka. Potrzeba jest diagnoza społeczna, badanie realnych potrzeb mieszkańców

(➖) Kto stanie w konkursie dyrektorskim do prowadzenia tak wielkiego, zróżnicowanego miejsca??; Taki dyrektor to przecież będzie człowiek cały dzień składający podpisy…

(➖) Centralizacja to struktura organizacyjna pionowa, wojskowa

(➖) Centralizacja to formalna LIKWIDACJA LICZNYCH instytucji kultury. Instytucje kultury to podmioty ustawowo chronione (!). A powstanie tylko JEDNA instytucja.

(➖) Paraliż decyzji!

(➖) Wszystkie działania trzeba będzie ująć w regulaminach wewnętrznych = sztywność działania

(➖) W jednej dzielnicy 10 uczestników wydarzenia to sukces, takie osoby powinny mieć dostęp do bezpłatnych zajęć, a w innej instytucji 10 uczestników wydarzenia to porażka. Jak to mierzyć??? Jak wyznaczać priorytety w jednej dużej instytucji i mierzyć efektywność????

(➖) Całkowita zależność poszczególnych działań od DOBREJ WOLI DYREKTORA.”

https://www.facebook.com/StopCentra…/posts/264817928751960

https://wroclaw.wyborcza.pl/…/7,35771,28581337,duze…

06/2022 – ZARZĄDZANIE KULTURĄ WE WROCŁAWIU – MODEL UPROSZCZONY W 2 AKTACH

AKT 1 (MODEL 1)

2019 – Dyrektor DSS (kandydat na Prezydenta) i jego urzędnicy:

– Halo, halo ludzie kultury i artyści, chodźcie, będziemy uspołeczniać kulturę razem, potrzebne nam wasze doświadczenie i głos (sic!)

2020-2021 – ludzie kultury i artyści:

– no to mamy takie rekomendacje i uwagi, żeby to i to się zmieniło

2022 – Prezydent Wrocławia i jego urzędnicy:

– eeeee, tak to nie.”

* * *

AKT 2 (MODEL 2)

2021 (wiosna, lato) – Urzędnicy kultury:

– połączymy tę i tę instytucje a duży festiwal teatralny zlikwidujemy

2021 (jesień) – Urzędnicy kultury:

– jednak nie połączymy tych instytucji, za to zrobimy z jednej dwie, a festiwal zostaje

2022- Urzędnicy kultury:

– jednak połączymy instytucje ale zupełnie inne i z tymi wcześniej podzielonymi, w sumie to tak naprawdę nie mamy kasy na kulturę ale wybudujemy za to Muzeum Śląska Wrocław.

__________

KURTYNA

https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,28581337,duze-zmiany-we-wroclawskiej-kulturze-urzad-miejski-laczy-instytucje.html

#listyomieścieikulturze #listyomiescieikulturze

06/2022 – ŁAMANIE UMOWY (PO RAZ KOLEJNY)

To zadziwiające, że urzędnicy magistratu bronią tej decyzji dyrektora Wydziału Kultury i jak by nie było Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk posługując się co najmniej półprawdami, a wręcz kłamstwem. Nieprawdą jest to co mówi Tomasz Myszko-Wolski

„- Jacek Sutryk zwraca się o opinię do ciał doradczych, takich jak powołanie rady przy prezydencie Wrocławia, by zaczerpnąć opinii konkretnego środowiska w sprawach niejednoznacznych. W tym przypadku nie miało to jednak miejsca, bo w grę wchodzi kwestia formalna, czyli wygasająca kadencja. Warto przypomnieć, że z punktu widzenia prawa nie ma obowiązku zwracania się z prośbą do Rady Kultury o rekomendację w każdej podejmowanej na polu kultury sprawie.”

Otóż w zeszłym roku nie było to przeszkodą i Prezydent zwrócił się jednak do Rady z prośbą o opinie w sprawach dyrektorów, którym wygasała kadencja. W dodatku z punktu widzenia prawa Prezydent w ogóle nie musi się zwracać do Rady Kultury o jakiekolwiek opinie, więc zasłanianie się prawem jest tu nie na miejscu i jest czystym zabiegiem retorycznym, prawo w ogóle nic nie mówi na ten temat. Opiniowanie przez Rady Społeczne różnych spraw opiera się bowiem na UMOWIE SPOŁECZNEJ, która tu po prostu została ZŁAMANA. Ta umowa została zawarta w ciągu kilku ostatnich lat na przykład podczas Kongresu Kultury i całego procesu uspołeczniania kultury. Takie umowy też powinny obowiązywać a Prezydent i urzędnicy je właśnie brutalnie łamią i „czyszczą” wrocławską kulturę z osób, które im nie pasują ponieważ nie wpisują się w PR-ową narracje Ratusza albo, których ze względów li tylko osobistych nie lubi Prezydent albo dyrektor Wydziału Kultury. Po prostu.

06/2022 – *****KRACJA

Wracam z Orłem z Polskie Nagrody Filmowe ORŁY do Wrocławia, a tu odbywa się w najlepsze dalsze psucie kultury i obniżanie (sic!) standardów zarzadzania nią przez Dyrektora Wydziału Kultury przy akceptacji Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk (tu było oznaczenie ale usunięte przez profil Prezydenta)

Otóż nie chodzi tu tylko o obronę osoby Robert Chmielewski, którego wieloletnią prace jako dyrektora Firleja można oceniać w superlatywach i podsumować tak: działanie Roberta jako dyrektora to było wyjątkowe połączenie profesjonalizmu i pasji oraz wkładaniem całego serca w tworzenie kultury. W dodatku Robert absolutnie rozumie muzykę alternatywną i pozamainstreamową chyba jako jedyny dyrektor instytucji dawał jej we Wrocławiu koncertową przestrzeń. Jest także kompetentny i zaangażowany w sprawy Ukrainy bo był prekursorem działań kulturalnych z Ukrainą we Wrocławiu.

Chodzi o coś więcej bo o rażące łamanie przez wrocławskich urzędników umów społecznych ergo naruszanie demokracji. Przypomnę jeden ważny fakt, Pan Prezydent Sutryk obiecał w kampanii, dyrektorzy Departamentu Spraw Społecznych Bartłomiej Świerczewski i Jacek Pluta, oraz dyrektor Wydziału Kultury, w 2018 razem ze stroną społeczną przyjęli ustalenia, w których stoi (co jest zapisane w notatce z tego spotkania):

„2. Uważamy, że w okresie od 12 do 6 miesięcy przed zakończeniem okresu powołania dyrektora w instytucji musi być przeprowadzona ewaluacja jego pracy, w tym w zakresie realizacji założeń programowych.

3. Ewaluacja będzie dla Rady Kultury podstawą do wydania opinii na temat ponownego powołania dyrektora bez konkursu lub ogłoszenia konkursu na to stanowisko.

4. Ewaluacja i opinia Rady Kultury zostaną przekazane prezydentowi miasta, który m.in. na tej podstawie będzie mógł podjąć decyzję co do obsadzenia stanowiska dyrektora instytucji.”

OTÓŻ w przypadku dyrektora Chmielewskiego oraz jeszcze kilku innych dyrektorów, których umowa kończy się za 2-3 miesiące NIC TAKIEGO NIE MIAŁO MIEJSCA. Urzędnicy, Radni Kultury ze strony Prezydenta, w końcu sam Prezydent w tym roku postanowili tę umowę po prostu złamać.

Mówiąc po ludzku. Dyrektor Wydziału Kultury dalej działa tak jak działał czyli w ulubionym trybie uznaniowym w duchu: „mogę robić co chcę i nie obowiązują mnie żadne standardy a jak kogoś nie lubię to go będę próbował zwolnić, a jako kogoś nie mogę zwolnić będę go na potęgę poniżał, postponował, oczerniał i mu bruździł”, a Prezydent Wrocławia w trybie: „nikt mi nie będzie urzędu meblował, a jak ktoś mnie krytykuje albo coś chce to odwracam się do niego plecami i udaję, że sprawy nie ma”

Dodatkowo bulwersuje mnie postawa innych Radnych Kultury, ze strony prezydenckiej, których serwilistyczna postawa nie pomaga sprawie, Wstydźcie się, przyczyniacie się do psucia kultury i demokracji we Wrocławiu. Szkoda.

#listyomieścieikulturze#listyomiescieikulturze

05/2022 – FESTUNG BRESLAU

Kiedy lokalna demokracja staje się antydemokratyczna? Wtedy kiedy i Prezydent, i Radni Miejscy i urzędnicy ratusza, korzystają z jednego i tego samego „przekazu dnia”. Otóż tym przekazem we Wrocławiu jest to, że każdy aktywista krytykujący działania miasta na różnych obszarach robi to z powodów politycznych. Dokładnie to słyszymy od dyrektora Wydziału Kultury na posiedzeniach Rady Kultury, dokładnie tak „wyzywa” aktywistów wpływowy Radny miejski z klubu prezydenckiego.

Pisoizacja i – nie boje się użyć tego słowa, wręcz „putinizacja” (czytaj: monopolizacja) lokalnej wrocławskiej polityki trwa w najlepsze. Nie ma to nic wspólnego ani z demokracją ani z otwartością ani z dialogiem. To w zasadzie uporczywa przemoc symboliczna, sekowanie wszystkich, którzy mają odwagę mieć inne zdanie, sprowadzanie wszystkiego do wyimaginowanej politycznej walki po to by upupić i zaszufladkować osoby niekoniecznie zgadzające się z samozadowolonym, często fałszywym bo PR-owym przekazem ratusza, to uporczywa i systematyczna próba „eliminacji” z życia publicznego Wrocławia wszystkich, którzy nie są hołubieni przez Prezydenta i urzędników (albo raczej odwrotnie: nie hołubią Prezydenta i urzędników), to ciągłe łamanie zasad subsydiarności, jawności i transparentności, to polityczna brutalna przemoc spowodowana jakimś narcystycznym przekonaniem o posiadaniu racji dokładnie we wszystkim, to stosowanie metody „oblężonej twierdzy” i zasady „kto nie z nami ten przeciwko nam”, to fasadowość działań, za którymi kryją się uznaniowe decyzje dokonywane często niejawnie pod stołem.

Szkoda. Dziecko zostało wylane z kąpielą. Dla mnie osobiście (co zapewne wynika z naiwności myślenia o tym jak świat powinien być urządzony) to wielkie rozczarowanie, że osoby mające usta pełne frazesów o demokracji zachowują się jak zwykli symboliczni przemocowcy, A osoby, które wydawałoby się mają duże poczucie wewnętrznej wolności, okazują się serwilistami i hipokrytami. Jeśli coś dalej będzie rujnować Polskę to to, że metody działania PiS, które ta partia stosuje od 2015 roku, przejmuje też opozycja liberalna, demokratyczna i stosuje te populistyczne metody bez oporów, bez wstydu i bez żenady Tylko dlatego, że to działa i w łatwy i prosty sposób można oczyścić pole i spostponować – zarzucając mu polityczność – każdego adwersarza. Miasto Wrocław i to co tu się dzieje, powinno być dla nas dużą przestrogą na przyszłość, wirus i pokusa nawet lekkiego autorytaryzmu pod płaszczykiem demokracji infekuje szybko i nieuchronnie. Czas powrócić do systemu wartości na których wyrasta prawdziwa demokracja. W czasach chaosu i zagrożeń, praktyczna stosowanie wartości, na których ma się opierać demokracja zdaje się być jedną szczepionką zabezpieczającą przed tymi zagrożeniami. Politycy, których wybieramy – niezależnie czy z lewa czy prawa – powinni tę szczepionkę odpowiedzialnie wytwarzać i stosować.

Jak pisał prof. Marcin Król:

„Demokracja nie jest ustrojem, który, w odróżnieniu od realnego socjalizmu, ma sprawić, że wreszcie będzie dobrze. Jest jedynie metodą, jak dotąd najskuteczniejszą, dla wyrażania woli różnych grup i zespołem reguł, które umożliwiają godzenie sprzecznych interesów.”

PS

ponieważ wiem, ze urzędnicy na czele z dyrektorem Wydziału Kultury, namiętnie śledzą moje listy, wyjaśnię:

nie mam żadnych politycznych ambicji, jestem spełniony jako artysta i jako reżyser dźwięku, moją jedyną motywacją jest marzenie o względnej, na ile to możliwe, sprawiedliwości społecznej w kulturze (i nie tylko w niej), stosowania w zarządzaniu nią podstawowych wartości takich jak m.in. równość czy jawność, obrona słabszych, uczciwości intelektualnej i etycznej, empatii i niewykluczaniu. Po prostu uczynienie świata choć ciut lepszym.

#listyomieścieikulturze #listyomiescieikulturze

2022 – EPILOG

Jurij Andruchowycz z Ukrainy podczas pobytu we Wrocławiu

Niestety chciałbym wyrazić swoje wielkie rozczarowanie Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, który od dwóch lat nie znalazł czasu na osobiste wręczenie Odznaki Honorowej Wrocławia – Wrocław z wdzięcznością „Wratislavia Grato Animo” temu czołowemu reprezentantowi inteligencji i kultury ukraińskiej, związanego od dobrych kilkunastu lat z Wrocławiem.

Szkoda, ze Pan nie przybył ani nie przysłał (czyli de facto odrzucił zaproszenie) żadnego przedstawiciela na wydarzenie idealnie pasujące do tego typu uroczystości ponieważ Jurij Andruchowycz był tego wydarzenia głównym gościem. Mówię o niedzielnej (8 maja) uroczystości związanej z rocznicą remontu Synagogi pod Białym Bocianem (jakże ponoć ważnej dla Wrocławia), Dniem Zwycięstwa, koncertu na rzecz Ukrainy oraz wprowadzenia przez Andruchowycza do projektu „Nieukończone życia” postaci Brunona Schulza, którego rok właśnie obchodzimy.

Szkoda, że przez ten ponad tygodniowy czas przebywania pisarza we Wrocławiu (a mieszkał on przez ten czas około 500 m od Rynku) nie zdobył się Pan na zaproszenie go do Ratusza, co przecież często Pan czyni przy innych okazjach (również w minionym tygodniu), i rozpropagowania faktu odznaczenia tego wybitnego Ukraińca (jak ważny dla kultury ukraińskiej jest Andruchowycz niech Pan spyta mera miasta partnerskiego Lwowa Андрій Садовий), faktu zapewne bardzo ważnego dla wrocławskich Ukraińców i w ogóle dla Ukrainy zwłaszcza w tych trudnych czasach, w swoich mediach społecznościowych tak często przez Pana używanych.

Szkoda, że w końcu, mimo wcześniejszych zapewnień osobistego przybycia, wysłał Pan ostatecznie swojego zastępcę na moim zdaniem – pardon my french – nieadekwatne wydarzenie, zastępcę, który mylił nazwisko pisarza. Pisarza, który jest autorem słów „I tylko we Wrocławiu wszystko bywa tak jak lubię”. To było przykre i smutne.

Wierzę jednak, że Pana zaangażowanie w sprawy ukraińskie jest szczere i za to Panu dziękuję ale nie rozumiem osobistych uprzedzeń i ostentacyjnego pomijania spraw i ludzi, którzy Panu „nie leżą”. W to czy jest to konsekwencja Pana osobistych decyzji czy głos doradców nie wnikam. Jest Pan Prezydentem wszystkich Wrocławianek i Wrocławian i jako taki powinien Pan wypełniać swoje obowiązki niezależnie od osobistych stosunków i potencjalnych animozji z kimkolwiek. To zresztą jest też ponure i smutne jeśli wziąć pod uwagę zwykłą ludzką empatię.

Wypowiadam się również jako członek Rady Kultury, Radu Kultury, w której ta część Rady, która reprezentuje mieszkańców bo została wybrana podczas Kongresu Kultury – jest szykanowana, wyśmiewana i postponowana przez Pana reprezentantów. Chciałbym wierzyć, ze kultura jest ważna dla Pana i dla Pana urzędników ale kiedy słyszę, że na nasze propozycje, na przykład zaopiekowania się poprzez tzw. „stypendia wytchnieniowe” artystami ukraińskimi (np Serhijem Żadanem czy Markiem Tokarem) związanymi z Wrocławiem (takie programy ogłosiła właśnie Warszawa, w planach mają inne miasta), jedyne co słyszymy to szyderstwa i ostentacyjne ignorowanie tego i innych pomysłów, to mam wątpliwości czy kultura i demokratyczny głos doradczy – coś z czegoś Wrocław dotychczas był dumny – jest jeszcze czymś ważnym dla rządzących miastem. Sytuacja z Jurijem Andruchowyczem zdaję się ten smutny obraz potwierdzać i wygląda na to, że słowa śp Pawła Jarodzkiego czyli, że „Wrocław nie lubi sztuki” były niestety prorocze…

#listyomieścieikulturze #listyomiescieikulturze

02/2022 – CO SŁYCHAĆ W RADZIE KULTURY?

Co słychać w Radzie Kultury? Otóż najważniejsza dla nas czyli zwykłych uczestników pola kultury albo inaczej Strony Społecznej jest informacja, że SKŁAD RADY NIE BĘDZIE UZUPEŁNIONY PO ŚMIERCI PAWŁA JARODZKIEGO.

W ten sposób długo negocjowany kompromis i umowa na skład RK czyli 8 osób wybieranych przez obywatelki i obywateli Wrocławia, 7 przez Prezydenta, został brutalnie naruszony. Niestety Prezydent i jego urzędnicy występują przeciw swojemu Zarządzeniu i wypracowanemu ze środowiskiem Regulaminowi Rady, ale przede wszystkim łamią umowę społeczną powołując się na dość fałszywe pseudoargumenty prawne, które mamy nadzieję dostać szczegółowo na piśmie.

NICH ŻYJĄ „DEMOKRATYCZNE I OBYWATELSKIE” SAMORZĄDY 🙁