1/2020 MIEJSKIE POLITYKI KULTURALNE

W 44 minucie dzisiejszego wykładu profesor Hausner wymienia 3 podejścia do prowadzenia miejskich polityk kulturalnych. Spróbuję pójść za jego myślą i odnieść do przykładów z własnego podwórka

Te drogi to:

1 – skupiająca się li tylko na zarządzaniu instytucjami miejskimi – (nazwałbym ją technokratyczną) na ich efektywności i rozwoju ale często też na zapobieganiu konfliktom, wynikającym z zarządzania bo „władza miejska ma mieć spokój”. „To nie wyklucza dbałości o poziom artystyczny podległych instytucji – jak piszę Hausner – ale nie jest to podstawowym celem”, w związku z tym efektem takiego podejścia może być ciąg kryzysów wynikających z niezrozumienia specyfiki kultury przez decydentów i pogrążanie się w permanentnym kryzysie

Przykład: sprawa z Teatrem Polskim we Wrocławiu, zarządzanym przez dolnośląski samorząd (Urząd Marszałkowski)

2 – w tym podejściu pole kultury leżące w zainteresowaniu władz miejskich poszerza się, obok instytucji kultury włączone są organizacje pozarządowe i sami twórcy. Władze miejskie próbują zarządzać takim polem ale nie jest to łatwe, w zawiązku z różnymi interesami i potrzebami interesariuszy. Wynikiem takiego podejścia mogą być ciągłe konflikty wynikające ze sprzecznych interesów, ograniczonych środków budżetowych oraz hierarchiczności zarządzania.

Przykład: władze Wrocławia, które w pole kultury pragną wprzęgnąć organizacje pozarządowe (w minimalnym stopniu twórców) ale próbują narzucić zasady tego procesu przez co dochodzi do dysonansu poznawczego: w gruncie rzeczy partycypacja i uspołecznienie stają się fikcją ponieważ są one oparte na narzuconej narracji i zasadach tylko jednej strony, dla władzy miejskiej najważniejsze jest zachowanie dotychczasowego status quo, a partycypacja staje się „koszmarem partycypacji” (Marcus Miessen). W obliczu konfliktów wynikających nieumiejętnego zarządzania tym procesem, muszą stosować mechanizmy i metody zarządzania hierarchicznego i stawiać się w roli omnipotentnego sędziego oraz uciekać się do „przemocy symbolicznej” (Pierre’a Bourdieu), a problemy rozwiązywać przez uznaniowość, łamanie umów czy wycofywanie się z obietnic.

jest i 3 droga, według Hausnera praktycznie w ogóle niestosowana, a najbardziej interesująca, przyszłościowa i przynosząca największe korzyści dla miasta. Ta droga to „uczynienie z kultury kluczowym mechanizmem rozwoju miasta, o rozwoju miasta decyduje wtedy zdolność do wykorzystywania potencjału twórczego jego mieszkańców. Rozwój miasta nie jest możliwy bez kultury, a jej istotą nie jest tylko promocja miasta albo urozmaicenie oferty” turystycznej, czy sprowadzenie jej tylko do czynników ekonomicznych.

POTENCJAŁ TWÓRCZY mieszkańców miasta NIE JEST wtedy czymś narzuconym, wymuszony, kolejnym projektem czy czymś podporządkowanym partykularnym, pragmatycznym czy wizerunkowym interesom ale staje się czymś naturalnym, wspólnym, mówiąc jeżykiem filozoficznym – immanentną CECHĄ MIASTA i jego mieszkańców, jego cechą samą w sobie. Cechą, która w naturalny sposób jest obecna i wpływa w niewymuszony sposób na rozwój miasta. W gruncie rzeczy tu chodzi o podobną rzecz jaką zaproponował lata temu Benjamin Barber stosując pojęcie „creative commons – twórcza wspólnota”, rozumianym jako wspólnotę obywateli, którzy bezwarunkowo, w sposób twórczy i równy, współdecydują, jak i są współodpowiedzialni za miasto i jego rozwój.

Dlaczego ta ostania droga jest praktycznie niestosowana? Może dlatego, że jest trudna i wymagająca, a przede wszystkim wymaga prawdziwej otwartości oraz odwołania się do realnego dialogu. Rzeczywiście, profesor Hausner w dalszej części wykładu dodaje, że podstawą wyzwolenia tej energii zbiorowej, tego twórczego potencjału, jest obok – uczynienia z kultury „przestrzeni komunikacji i współpracy zbiorowej” tudzież „dopuszczenia wielości perspektyw poznawczych” – DIALOGICZNOŚĆ DEBATY SPOŁECZNEJ czyli „o posługiwanie się w debacie pojęciami otwartymi i włączającymi, a eliminowanie z niej pojęć zamykających i blokujących”.

Tę ostatnią myśl, jak i cały wykład polecam wrocławskim decydentom. Wielu z nich jest wykształconymi albo czynnymi socjologami, więc myślę, że takie rozumienie miasta może być dla nich interesujące. Ta 3-cia ścieżka może też być – zgodnie z tytułem wykładu – drogą wyjścia z obecnego kryzysu, może być nową wizją miasta na nowe czasy, może być podstawą nowej miejskiej STRATEGII KULTURY na następne lata. W gruncie rzeczy, nic nie stoi na przeszkodzie aby wizje i idee profesora Hausnera urzeczywistnić w praktyce we Wrocławiu, bo właściwie dlaczego by nie?

#listyomieścieikulturze #listyomiescieikulturze

https://www.facebook.com/OpenEyesEconomy/videos/331734947811401

„WŁADZE MIASTA NIENAWIDZĄ SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ”

Polecam wszystkim ewaluatorom, aktywistom zajmującym się miejskimi politykami kulturalnymi, ponieważ sprawa z BWA nie tylko skupia jak w soczewce wszystkie problemy Wrocławia ale przede wszystkim pokazuje jak prodemokratyczny samorząd wchodzi w buty omnipotentnej i używającej „przemocy symbolicznej” władzy.

Od niezrozumienia współczesnej sztuki, a szczególnie artystów (nie tylko wizualnych), po brak transparentności, uznaniowość, a przede wszystkim niedotrzymywanie umów w trakcie procesu uspołeczniania kultury zawartych z aktywną stroną społeczną, której zależy na systemowym jej uzdrowieniu. To zniechęca, po latach prób rozmowy i dialogu, i ciągłym rozczarowaniom w tym temacie, podobnie jak Paweł Jarodzki nie jestem już optymistą.