RATUJMY BWA

„Jestem w tej chwili człowiekiem rozżalonym i trochę wkurzonym. Bo sobie z tym miastem przecież nie poradzę. To nie jest coś takiego, że ja jako Janosik wyjdę po prostu i będę się wygłupiał i sobie poradzę z miastem. Pewnie, że nie. Utrą mi nosa po prostu i tyle. To się skończy zawsze tak samo.” – Marek Puchała

Przykro tak otwierać rok ale zdaję się, że on i tak będzie stał pod znakiem ścierania się z chorym systemem kultury we Wrocławiu. Nie dziwię się frustracji Marka Puchały, bo kto działa we Wrocławiu zna doskonale ten urzędniczy bezwład, a w słowach MP, ogniskują się główne grzechy wrocławskiej polityki kulturalnej. I proszę zwrócić uwagę, skoro sztandarowe, ale z jakiś powodów nie hołubione instytucje miejskie są tak traktowane, to proszę sobie wyobrazić co jest ze zwykłymi artystami, twórcami, ewentualnie zrzeszonymi w jakiejś pozarządowej organizacji. Opiera się to na dość dużej nierówności, po prostu są równi i równiejsi, decydenci kogoś lubią a innych nie, i od tego, a nie od merytoryki, zależy często proces decyzyjny, a tzw. „klamkowanie” jest stałym zachowaniem uczestników kultury we Wrocławiu. Nawet dochodzi do prób skłócenia środowiska i staje się ono elementem praktyki urzędniczej (sic!). Natomiast próby jej naprawy np. przez opracowanie rozsądnego regulaminu przyszłej Rady Kultury, społecznej pracy nad Kongresem Kultury i jego regulaminu, praca nad zjednoczeniem środowiska od twórców poprzez NGO do instytucji, spotyka się z arogancją urzędników i jednostronnym, uznaniowym zastopowaniem procesu partycypacji.

Są jednak dwa pozytywy w tym całym gąszczu negatywów. Po pierwsze Wrocławski Kongres Kultury 2020, który się odbędzie i miejmy nadzieje, zgromadzi środowisko kulturalne Wrocławia. Przekonywanie środowiska będzie trudne bo generalnie nie ufa ono urzędniczym zapewnieniom, ale mam nadzieję dojdzie do przekroczenia masy krytycznej. Bo ta masa krytyczna, wydaje się, już została przekroczona wśród wielu osób ze środowisk kulturalnych, które dotychczas milczały a teraz odważnie podjęły rozmowę na temat wielu patologii. To już nie są pojedyncze, osamotnione osoby, które bijąc na alarm już w czasach przed-ESK, zyskały tylko miano „hejterów” i były obsadzane w urzędniczych tajemnych „rankingach osób krytykujących” oraz disowane i upokarzane w ten czy inny sposób. Spotkania Grupa Kultura Wrocław z zeszłym roku, pokazały, że jest nas więcej nie bojących się mówić o pewnych sprawach głośno. Ale też pamiętajmy, że takie działania, to też nasza wina, całego środowiska (od twórców po instytucje), które latami godziło się na ten uznaniowy szwindel, za – nie ukrywajmy – udział w tym, jednak niewielkim, podziale kulturalnego „tortu”. Godziliśmy się na system „dziel i rządź” w imię spokoju wykonywania niektórych swoich pomysłów ale bez dostrzegania, że tort ten jest dzielony niesprawiedliwie i z pominięciem wielu, świetnych kulturalnych inicjatyw czy wręcz światowych projektów realizowanych pomimo i obok.

Czy rok 2020 będzie rokiem zmian w tym systemie? Mam nadzieję, choć zniechęcenie jest duże ale wola zmian chyba jeszcze większa. Mimo wytrącania co i rusz, argumentów, udowadniania, że nie mamy racji bo przecież jest super, wierzę, że w końcu dojdzie do uczciwego postawienia sprawy, zresetowania systemu, i podjęcia wysiłku przez Urząd ale też przez wszystkich nas, zbudowania go na jasnych, klarownych, transparentnych i cywilizowanych zasadach. Może potraktujmy to jako jedno z noworocznych postanowień.